Kod produktu: 84C6P45
Maria Rodziewiczówna, Byli i będą
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 1991
Liczba stron: 261
Okładka: miękka
Stan: bardzo dobry -
Program lojalnościowy
Zdobywaj punkty za zakup produktów objętych programem lojalnościowym. Za punkty będą naliczane rabaty na kolejne zakupy.
W panelu klienta znajdziesz informacje o Twoim stałym rabacie.
Zdobywaj punkty za zakup produktów objętych programem lojalnościowym. Otrzymuj produkty lub rabaty na kolejne zakupy.
Załóż konto lub zaloguj się. W panelu klienta znajdziesz informacje o zebranych punktach.
Zapytaj o produkt
Administratorem danych osobowych jest CZAS KSIĄŻKI. Przetwarzamy je w celu przesłania odpowiedzi na zapytanie. Więcej informacji dotyczących przetwarzania danych osobowych znajduje się w polityce prywatności.
Udostępnianie karty produktu
Koszty dostawy wybranego produktu
-
Paczkomaty 15,00 zł
Paczkomaty InPost
-
Przesyłka kurierska do 30 kg 19,00 zł
-
Przesyłka ekonomiczna polecona -Poczta Polska 14,90 zł
-
Przesyłka priorytetowa polecona -Poczta Polska 15,90 zł
Cena dostawy dotyczy tego produktu (w wybranym wariancie - jeśli dotyczy). Może się ona zmienić po dodaniu innych produktów do koszyka.
Opis produktu
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 1991
Liczba stron: 261
Okładka: miękka
Stan: bardzo dobry -
Obraz społeczeństwa polskiego po powstaniu styczniowym. Poznajemy równe środowiska: arystokrację, młodzież, życiowych rozbitków, ziemiaństwo kresowe oraz zagrodową szlachtę krośniańską, prześladowaną nie tylko za patriotyzm, ale i za religię, gwałtem zmuszoną do przyjęcia prawosławia.
„- Byłeś u spowiedzi? – zagadnęła Kafarowa.
- Chciałem, ksiądz nie przyjął. Powiada, że może mieć nieprzyjemność o mnie. Ja, prawda, tyle że w kościele ochrzczony, ale potem ani religii się nie uczył, ani do spowiedzi chodził. W szkółce błahoczynny zakon wykładał, a potem z tamtymi na mszy w cerkwi bywałem, a do sakramentu nikt nie napędzał, to i tak żyłem. Nie umiem nawet pacierza, liter nie znam w książce, co po matce ostała i com znalazł w skrzyni teraz.
Wikcia przestała zwijać motek krasnej wełny i zadumała się, zapatrzyła w niego i posmutniała jej hoża twarzyczka. Kafarowa pokiwała głową, aa Kafar wyprostował się i rzekł:
- Ot, co się w tym kraju porobiło. Jeszcze żyją ci, co po lasach ginęli za tę wiarę i za tę mowę, a ot, młodzi już i nie wiedzą, co to jest.
- Skąd wiedzieć mamy? Ja i nie słyszał.
- Ale bluźnić i poniewierać toś umiał. Tego cię nauczyli. Dzieci na matkę plwają, tacy jesteście! – wybuchnęła Kafarowa.”
Źródło opisu: lubimyczytac.pl