Kod produktu: 99FAP45
Maria Rodziewiczówna, Szary proch
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 1986
Liczba stron: 171
Okładka: miękka
Stan: dobry + (żółte plamki na brzegach kart)
Program lojalnościowy
Zdobywaj punkty za zakup produktów objętych programem lojalnościowym. Za punkty będą naliczane rabaty na kolejne zakupy.
W panelu klienta znajdziesz informacje o Twoim stałym rabacie.
Zdobywaj punkty za zakup produktów objętych programem lojalnościowym. Otrzymuj produkty lub rabaty na kolejne zakupy.
Załóż konto lub zaloguj się. W panelu klienta znajdziesz informacje o zebranych punktach.
Zapytaj o produkt
Administratorem danych osobowych jest CZAS KSIĄŻKI. Przetwarzamy je w celu przesłania odpowiedzi na zapytanie. Więcej informacji dotyczących przetwarzania danych osobowych znajduje się w polityce prywatności.
Udostępnianie karty produktu
Koszty dostawy wybranego produktu
-
Paczkomaty 15,00 zł
Paczkomaty InPost
-
Przesyłka kurierska do 30 kg 19,00 zł
-
Przesyłka ekonomiczna polecona -Poczta Polska 14,90 zł
-
Przesyłka priorytetowa polecona -Poczta Polska 15,90 zł
Cena dostawy dotyczy tego produktu (w wybranym wariancie - jeśli dotyczy). Może się ona zmienić po dodaniu innych produktów do koszyka.
Opis produktu
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 1986
Liczba stron: 171
Okładka: miękka
Stan: dobry + (żółte plamki na brzegach kart)
Jedna z pierwszych powieści autorki. Akcja dzieje się na litewskiej wsi XIX wieku. Bohater, Litwin, Wawrzyniec Karewis wraca z pracy u Niemca w Szczecinie, aby na dobre pożegnać się ze swoją wioską i rodziną. Chełpi się także swoją narzeczoną Niemką. Jednak stary ojciec postanawia przywiązać go do ojczystej ziemi. Czy mu się to uda?
„-(…) Jesteś to samo co i ja. Niemiec, luteranin, mieszczański syn, chłopak biedny, ale cały zuch! Wybrałem cię sobie za zięcia i basta! (…)
- Niczym z tego, panie, nie jestem, co pan wymienił. Ani Niemiec, ani luteranin, ani syn mieszczański. (…) Jestem tylko chłop prosty i nie Niemiec, ale Litwin, katolik, zza Niemna. Zrodziła mnie uboga chata i wykarmił czarny chleb. Nazywam się Wawrzyniec Karewis! Nie taiłem swego pochodzenia, ale mnie o to nikt nie pytał. Przed dwunastu laty, bosy i obdarty, ładowałem w Memlu drzewo na „Margaretę”. (…) Kapitan mnie przyjął, spytano, jak się zowiem: powiedziałem Laurenty – zmieniono na Lorenz, i tak się zwałem odtąd zawsze – jako posługacz ostatni, jako majtek, jako sternik, jako kapitana pomocnik, jako sam kapitan wreszcie – przez całe lat dwanaście. Sam wreszcie zapomniałem. Teraz dzień taki przyszedł, że to moje niskie pochodzenie i różność naszą powiedzieć muszę. Zięciem pana nie będę, ale uczciwym sługą zostanę.”
Źródło opisu: lubimyczytac.pl