Kod produktu: 7326P45
Maria Rodziewiczówna, Wrzos
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 1986
Liczba stron: 270
Okładka: miękka
Stan: dobry + (podniszczona okładka)
Program lojalnościowy
Zdobywaj punkty za zakup produktów objętych programem lojalnościowym. Za punkty będą naliczane rabaty na kolejne zakupy.
W panelu klienta znajdziesz informacje o Twoim stałym rabacie.
Zdobywaj punkty za zakup produktów objętych programem lojalnościowym. Otrzymuj produkty lub rabaty na kolejne zakupy.
Załóż konto lub zaloguj się. W panelu klienta znajdziesz informacje o zebranych punktach.
Zapytaj o produkt
Administratorem danych osobowych jest CZAS KSIĄŻKI. Przetwarzamy je w celu przesłania odpowiedzi na zapytanie. Więcej informacji dotyczących przetwarzania danych osobowych znajduje się w polityce prywatności.
Udostępnianie karty produktu
Koszty dostawy wybranego produktu
-
Paczkomaty 15,00 zł
Paczkomaty InPost
-
Przesyłka kurierska do 30 kg 19,00 zł
-
Przesyłka ekonomiczna polecona -Poczta Polska 14,90 zł
-
Przesyłka priorytetowa polecona -Poczta Polska 15,90 zł
Cena dostawy dotyczy tego produktu (w wybranym wariancie - jeśli dotyczy). Może się ona zmienić po dodaniu innych produktów do koszyka.
Opis produktu
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 1986
Liczba stron: 270
Okładka: miękka
Stan: dobry + (podniszczona okładka)
Warszawa okresu międzywojnia. Andrzej Sanicki bryluje wśród śmietanki towarzyskiej stolicy. Chcąc spełnić ostatnią wolę matki, musi ograniczyć hulaszczy tryb życia – ma się ożenić! Wybór pada na Kazię Szpanowską, spokojną, dobrą i cichą pannę z dzierżawnego folwarku. Andrzej u jej boku powoli dojrzewa do prawdziwej miłości, zaś Kazia poświęca się pomocy charytatywnej, wciąż jednak rozpamiętując w sercu młodzieńczą miłość. Czy taki związek może przetrwać na wielkomiejskim targowisku próżności?
„Wszystko się stać może, ale żeby się Andrzej Sanicki miał żenić, to szczyt, co plotka wymyślić zdolna. (…) Mówiono, że podobno pan Andrzej z ojcem się pojednał, że kawalerskie swe mieszkanie zwija, że ojciec, pan prezes, ustępuje mu pierwsze piętro w swej kamienicy na Marszałkowskiej, że widziano ich obu, pod rękę, wychodzących od jubilera. Słowem, dziwa. (…)
- Naprawdę się żeni? Z kim? Gdzie?
- Daleko. Ze wsi bierze jakąś topolę czy stokroć.
- Ze wsi, z daleka! Chyba. Tutaj nie mógłby się ożenić, mając taką reputację. (…)
- Poznał ją w karnawale, zatem. Kto to być może? (…)
- Niech się panie nie trudzą. Na karnawale nie była i on jej wcale nie zna.
- Awantura! Więc prezes zwyciężył – postawi na swoim, żeni go! Biedna ofiara.”
Źródło opisu: lubimyczytac.pl